fot. Jerzy Krzysztof Kos

W Domu Naukowca – zgodnie z nazwą – mieli się osiedlić pracownicy wrocławskich uczelni. Na ośmiu mieszkalnych kondygnacjach budynku zaplanowano pierwotnie 72 przestronne mieszkania. Najwięcej dwu- i trzypokojowych, osiem kawalerek i tyle samo największych – czteropokojowych.

Szkieletowa konstrukcja umożliwiała swobodne rozplanowanie wnętrz. Zaplanowano wyższą od standardowej jakość wykończenia. Oprócz drewnianych podłóg mieszkania wyposażono we wbudowane meble kuchenne o białych i żółtych okładzinach, a także w szafy w pomieszczeniach mieszkalnych. Zgodnie z najlepszymi modernistycznymi wzorcami, przestrzeń miała być możliwie elastyczna, stąd niektóre pokoje zostały połączone przesuwnymi dwuskrzydłowymi drzwiami, pozwalającymi swobodnie łączyć lub separować pomieszczenia. Dodatkowym udogodnieniem były przestrzenie wspólne: umieszczone na ostatniej kondygnacji pralnie i suszarnie oraz ogólnodostępny taras na dachu z widokiem na kampus Politechniki Wrocławskiej.

Pierwszy „Mister Wrocławia”

Na parterze budynku – oddzielonego rozległym plateau od ruchliwego skrzyżowania – umieszczono lokale handlowe i usługowe: sklep spożywczy i cukierniczy, kawiarnię, kwiaciarnię i biuro podróży „Orbis”.Z deski kreślarskiej architektów zszedł każdy pojedynczy detal budynku, żadne rozwiązanie nie zostało zaczerpnięte z katalogu projektów typowych: ślusarka witryn, ramy okienne (wraz z czarnobiałą kolorystyką), drzwi wejściowe, balustrady balkonów – dogłębnie przemyślane i skomponowane w spójny układ. Dom Naukowca sięgnął po pierwszy w historii miasta tytuł „Mister Wrocławia” w 1960 roku.

Wasze komentarze

Komentarze

Sponsorowane
Poprzedni artykułJak kiedyś wyglądał Breslau? Zobacz Wrocław wczoraj i dziś na niecodziennych fotografiach!
Następny artykułKolejne kino plenerowe – sąsiedzka inicjatywa
Redaktorka naczelna portalu. Zakochałam się we Wrocławiu od pierwszego wejrzenia. Kocham odkrywać nowe rzeczy i dzielić się nimi z innymi. Jeśli mam wybierać pomiędzy weekendem w hotelu SPA, a pokonaniem 200km w kilka dni na rowerze, to wybieram to drugie :) Jestem niepoprawną optymistką.