Szary blok, czy maszyna do mieszkania? O wrocławskim mezonetowcu

0
fot. Adam Bystry

Wrocław jest miastem bardzo złożonym pod kątem architektury. Z jednej strony nadal stoją tu wielkie poniemieckie wille, z drugiej powstają nowoczesne osiedla, a pomiędzy nimi ciągle widać stare bloki
i wieżowce z wielkiej płyty.

Jednak pośród tego wszystkiego można znaleźć niepozorne budynki, których historia i założenia kompletnie przeczą pierwszemu wrażeniu.

Pierwsze wrażenie, czyli czy to kolejny relikt PRL?

Ulokowany przy ulicy Kołłątaja budynek raczej budzi negatywne skojarzenia, a na pewno nie sprawia wrażenia wyjątkowego. Niezadbana i szara elewacja, balkon obok balkonu – można by uznać, że to kolejny blok z wielkiej płyty, do tego z małymi mieszkaniami. Uwagę mogą przyciągać jedynie duże wnęki, w których ulokowana jest loggia z niewielkim balkonem ponad nią. Więc czy to nie jest brak prywatności, jeśli wychodząc na balkon wystarczy spojrzeć w dół, żeby zobaczyć co sąsiad ma na swoim? I tu właśnie zaczyna się historia tego budynku, bowiem poniżej nie ma sąsiedniego mieszkania, a dolne piętro tego samego. W takim razie jak właściwie jest zbudowany ten budynek?  

fot. Adam Bystry

Historia, która dała mu początek

Żeby wyjaśnić czym jest mezonetowiec, musimy się cofnąć do roku 1952. Wtedy ukończono budowę Unité d’habitation, na wskroś nowoczesnego i modernistycznego budynku znajdującego się w Marsylii. Zaprojektował go Le Corbusier, jeden z czołowych architektów modernizmu, nazywany jego papieżem. Jednym z celów przyświecających projektowi, było stworzenie mieszkań odpowiednio przestronnych dla wielodzietnych rodzin, które jednak nadal znajdowałyby się w dużym wieżowcu. Udało się to osiągnąć głównie poprzez wprowadzenie dwupiętrowych mieszkań z szeroką loggią, która je powiększała i doświetlała.

Właśnie takie rozwiązanie wprowadzono we wrocławskim budynku i to po raz pierwszy
w Polsce. A skoro do określenia mieszkania dwupoziomowego używano słowa maisonette – nazwano go mezonetowiec. Oprócz wspomnianych pięter, nie ma w nim wewnętrznych korytarzy, a zewnętrzne galerie, ponieważ działka była bardzo wąska i architektom zależało na jak najwęższych wymiarach. Jednak to znowu upodabnia go do marsylskiego pierwowzoru. W roku 1960, czyli w momencie skończenia budowy, stał się niesamowicie pożądanym przez wrocławian obiektem. Bowiem oto przy wszystkich zniszczeniach wojennych, budowie nowych, choć ciasnych bloków budowanych w duchu socrealizmu, w centrum miasta powstały mieszkania nie dość, że w zachodnim stylu, to jeszcze dające namiastkę domu.

fot. Adam Bystry

Na ile nasz mezonetowiec to “maszyna do mieszkania”?

Oczywiście podczas jego budowy nie udało się zrealizować wszystkich założeń towarzyszących projektowi wzorcowego budynku. Le Corbusier planował stworzyć „maszynę do mieszkania”, obiekt samowystarczalny, wymierzony idealnie względem wielkości ludzkiego ciała i dający poczucie wspólnoty. Nawet korytarze miały wymiary mające zachęcać do prowadzenia rozmów i zapoznawania się z sąsiadami.
Z drugiej strony nie można wymagać, żeby w ówczesnej Polsce doszło do wprowadzenia wszystkich nowoczesnych, a też często kontrowersyjnych rozwiązań. Mimo to, wybudowanie pierwszego w Polsce bloku z mieszkaniami dwupiętrowymi było przełomem. Z kolei problem małych mieszkań jest aktualny także dziś, gdy deweloperzy często dzielą piętra na coraz mniejsze przestrzenie, żeby liczba mieszkań była jak największa. I choć może dziwić, że już 70 lat temu wymyślono rozwiązanie jak wprowadzić domową atmosferę do bloku, to niestety dzisiaj funkcjonuje już bardziej jako ciekawostka.

fot. Adam Bystry

A sam mezonetowiec wraz z upływem czasu stracił swoje jasne i kontrastowe barwy
i bardziej straszy niż zachwyca. Na szczęście pojawiają się plany jego modernizacji i to
z zachowaniem pierwotnych założeń projektu.

Wasze komentarze

Komentarze

Sponsorowane