Za dwa lata na ulicach stolicy Dolnego Śląska ma się pojawić dwieście samochodów o napędzie elektrycznym, które będzie można zasilać na licznych stacjach, odległych od siebie maksymalnie o trzysta metrów.

Carsharing – podobnie jak system wypożyczania rowerów miejskich, który robi w Polsce w furorę – ma ułatwić życie, zlikwidować korki, obniżyć koszty komunikacji i być dobrodziejstwem ekologicznym. Wrocław zakończył już dialog techniczny w tej kwestii z firmami zainteresowanymi budową takiego systemu. W ciągu dwóch tygodni wybrane firmy miasto zaprosi do złożenia konkretnych ofert.

Jeden z oferentów, francuska firma Egis zajmująca się systemami mobilnymi – od autostrad po wypożyczalnie rowerów, odpowiadał w ubiegłym tygodniu na pytania wrocławskich dziennikarzy dotyczące uruchomienia i zarządzania miejskimi wypożyczalniami pojazdów elektrycznych.

– Idea opiera się przede wszystkim na zmianie myślenia – przekonywała Krassimira Iordanowa, ekspert w dziedzinie carsharingu. Mimo, że posiadanie auta nadal jest wyznacznikiem statusu społecznego, w Europie wyraźnie zmieniają się trendy. Coraz więcej mieszkańców Starego Kontynentu decyduje się na wypożyczanie aut miejskich o napędzie elektrycznym. Z kilku powodów. Po pierwsze: są tańsze. Korzystając z nich nie trzeba kupować własnego samochodu, a to wydatek niemały. Nie trzeba też martwić się o jego ubezpieczenie, tankowanie, przeglądy i naprawy. Po drugie: znikają kłopoty z parkowaniem. Każda ze stacji ładowania pojazdów elektrycznych, a są one usytuowane w odległości trzystu metrów od siebie, gwarantuje zaparkowanie samochodu. A aplikacja w telefonie w ciągu sekundy podpowie, gdzie w pobliżu znajduje się stacja i iloma wolnymi miejscami dysponuje. Warto dodać, że można zostawić na niej auto po zakończeniu okresu wypożyczenia. Po trzecie wreszcie: coraz więcej ludzi w Europie ma wysoką świadomość ekologiczną: nie chce smogu, spalin i hałasu. Proszę zwrócić uwagę jaką przemianę przeszły rowery: jeszcze parę lat temu kierowcy w miastach trąbili na rowerzystów i uważali ich za sprawców utrudnień w ruchu. Dziś sami przesiadają się na jednoślady. Jesteśmy przekonani, że to samo dotyczyć będzie aut elektrycznych. Jak wynika z prognoz, do 2020 liczba ich użytkowników na świecie wynosić będzie 12 milionów.

Poza pytaniami o przebieg dialogu technicznego z miastem, największe zainteresowanie budziła kwestia cen wypożyczenia samochodów elektrycznych. W Paryżu (a Egis zamierza zaproponować we Wrocławiu właśnie podobny model funkcjonowania systemu carsharingu) koszty wypożyczenia zorientowane są wobec cen usług taksówkarskich. Auto elektryczne z pewnością musi być tańsze, nawet jeśli chodzi o usługę jednorazową, bo znacznie korzystniejszy będzie zakup abonamentów np. na miesiąc. Na negocjowanie własnych stawek mogą też liczyć hotele, czy firmy, których działalność wymaga mobilności w mieście.

Jeśli Wrocław zdecyduje się na ofertę Egis, na ulicach pojawią się samochody elektryczne marki Renault. Koncern motoryzacyjny, doskonale znany na polskim rynku, produkuje obecnie trzy modele aut o takim napędzie, wygodnych w eksploatacji: podczas godzinnej przerwy na lunch można naładować baterię samochodu w 80 procentach, co wystarcza na przejechanie 120-180 kilometrów w ruchu miejskim.

mat. prasowe Media Support Group

Wasze komentarze

Komentarze

Sponsorowane
Poprzedni artykuł2000 rowerzystów przejedzie ulicami Wrocławia – Bike Challenge 2016.
Następny artykułWrocławski Green2Day już rośnie – nowe wizualizacje inwestycji!
Redaktor naczelna portalu. Zakochałam się we Wrocławiu od pierwszego wejrzenia. Kocham odkrywać nowe rzeczy i dzielić się nimi z innymi. Jeśli mam wybierać pomiędzy weekendem w hotelu SPA, a pokonaniem 200km w kilka dni na rowerze, to wybieram to drugie :) Jestem niepoprawną optymistką.