Kto nie zna budynku, który czasem bardziej komicznie, czasem mniej, przypomina jakąś rzecz, niech pierwszy rzuci kamieniem. 

Polska architektura lat 90, to czasem istny misz-masz, można ją czasem zbyć śmiechem, jednak warto się na chwilę zatrzymać. I pomyśleć, co z tego wynika. 

Z formą można zrobić wszystko

Czasem niestety. Słynne bauhausowskie hasło „forma podążą za funkcją”, obecne przez cały modernizm, jest tutaj lekko mówiąc niedosłyszane. Mowa oczywiście o upodabnianiu budynków do innej epoki albo jakiejś konkretnej rzeczy. Albo tworzeniu czegoś, no właśnie – czegoś. I oczywiście, jeśli ktoś buduje restauracje, w kształcie egipskiej piramidy (naprawdę taka istnieje), to jego sprawa. I nic nam do tego. Wszelkie zresztą perełki architektoniczne, w świetnej serii Makabryła, przedstawia redakcja portalu bryla.pl. Warto zajrzeć. Ale dzisiaj skupię się na budownictwie mieszkalnym i budynkach administracji. Bo one posiadają jeszcze jeden element, przez który należałoby się sprzeciwić wymienionym praktykom. 

Panie architekcie, jak projektować?

Budownictwo mieszkalne, takie jak bloki, apartamentowce, kamienice, jest z założenia dla ludzi. I to w przypadku większych osiedli czy bloków, dosyć dużej grupy ludzi. Różnorodnej. Dlatego trzeba dopasować estetykę i formę budynku tak, aby była jak najbardziej przystępna i neutralna. To ostatnie nie oznacza, że ma być nijaka. Ale nie powinna dominować. Budownictwo mieszkalne, jest w pewien sposób socjalistyczne, z założenia. Oczywiście w etycznym znaczeniu, nie gospodarczym. Budujemy dla wszystkich i wszystkich w tym planowaniu umieszczamy. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że od kiedy mieszkania nie są przydzielane, jak komuś się blok nie podoba to przecież nie musi mieszkać. I jest w tym trochę prawdy. Mogę nie lubić żółtych bloków, bo przecież na jakiś kolor trzeba je pomalować, mogę wybrać niebieski.

To oczywiste, że nie da się stworzyć bloku idealnego dla wszystkich. Jednak można się starać jakoś formę dopasować. Bo ktoś to potem musi kupić. I ktoś będzie na to patrzył. Projektuje się nie tylko dla mieszkańców, ale też dla przechodniów i dla miasta. Z tego samego powodu, części osób nie podoba się Solpol i z tego samego powodu, pewnie trudno by było dostać pozwolenie na postawienie wściekle żółtego bloku na rynku. Jednak nie jest to jak widać przeszkodą dla zaprojektowania bloku statku. 

Taki sam powód istnieje w budownictwie siedzib administracji państwowej. To punkty dla wszystkich, będące niejako wizytówką państwa, województwa, czy miasta. Skoro miasto je projektuje, to wydaje się, że najbardziej ze wszystkich budynków, powinno być spójne z jego ogólną estetyką i nie straszyć. Ani śmieszyć.

fot. Adam Bystry

Statki

Czy da się zaprojektować blok, aby przypominał statek? Da się, można to zrobić jak w przypadku Galeriowca, gdzie nie jest to aż tak nachalne. Lekkie naciągnięcie formy i przy odpowiedniej perspektywie mamy liniowiec. Czy architekt budując tak wielki blok dla tylu rodzin powinien umieszczać tam swoje osobiste inspiracje? Moim zdaniem nie, projektant tworzy dla ludzi, a nie dla siebie. To nie sztuka, tylko design. Ale Galeriowiec nie robi krzywdy. Natomiast statek, to znaczy blok, na Kiełczowskiej już tak.

Więc ponownie, czy da się zbudować blok jak statek? Tak, można też jak traktor czy miś koala. Czego tylko dusza zapragnie. Tylko po co? Nawet gdyby uprzeć się, że to ma być jakiś symbol, to może by to przeszło w Gdańsku. Ale co ma do tego Wrocław? I to w miejscu naprawdę daleko od jakiegokolwiek kanału, gdzie taki statek mógłby się zmieścić. 

autor: Adam Bystry

Pozostając jednak na chwilę przy symbolach i przykładowym Gdańsku. Spotkałem kiedyś w Zakopanem grupkę znajomych, która chodziła po restauracjach i na wstępie zadawali jedno pytanie. Czy macie tu góralską muzykę? Jeśli nie, to wchodzili. Mieli dość powtarzalnego wystroju każdego lokalu i nachalnej muzyki. Prostując, nie mam nic do góralskiej muzyki, ani nie dziwi mnie to, że akurat w Zakopanem jest tego sporo. Chodzi jednak o pewne przegięcie. Argument, polegający na pytaniu co robi blok statek we Wrocławiu, mógłby być w sumie tak samo dobry jak w Gdańsku. Nie ma sensu stawiać symbolu w miejscu, gdzie nie ma on żadnego odniesienia, tak samo jak stawiać go w miejscu, które samo w sobie jest symbolem. Reasumując, blok statek nie ma sensu w żadnych okolicznościach. Z drugiej strony ciekawie byłoby zobaczyć statek blok, jako symbol… urbanizacji morza?

ZUS i jego pałace

Z pewnością ktoś z czytelników, natknął się na charakterystyczną architekturę państwową. Polega ona na wybudowaniu szklanego budynku, o brunatnych oknach i złotym metalicznym wykończeniu. Bądź jakiejś modyfikacji dwóch powyższych.

Świetnie wyglądają wielkie szklane wieżowce, projektowane przez Miesa van der Rohe w USA. Na przykład dlatego, że zapewniały dużo światła i łatwo budowało się je na zasadzie: strop, słupki, oszklenie, strop i tak dalej. Tylko, że zbudowanie dwupiętrowego budynku w taki sposób nie ma już tyle sensu, tak samo jak oszklenie go, przy jednoczesnym zaciemnieniu. Co do kolorów, brązowy faktycznie świetnie wpisuje się w szary, polski krajobraz. Chociaż dla niemiłośników ZUS-u mógłby mieć inne, trochę brzydsze skojarzenie. Natomiast złoty, tutaj powszechnie rozumiane konotacje mogą być megalomańskie. 

autor: Filip Kubiak

Z czego to wynika?

Polska w 1989 roku, znalazła się w dziwnym miejscu, jeśli chodzi o architekturę. Nagle można było robić wszystko, a do dyspozycji było wiele pomysłów z całego świata, które w okresie PRL-u były niedostępne. Cała spuścizna Bauhausu, rozwijana potem przez Miesa, pomysły Niemeyera, wizja Le Corbusiera. Polska jednak poszła o krok dalej i chciała zrobić coś jeszcze nowszego, bo po co się cofać do sprawdzonego. I parafrazując Gomółkę, polska architektura stała nad przepaścią i zrobiła wielki estetyczny fikołek w przód. 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: 12. Bloki PRL-u – adwokat diabła. Galeriowiec, czyli zostawcie Titanica

Wasze komentarze

Komentarze

Sponsorowane
Poprzedni artykułAmerican Cars Mania. 1000 klasyków samochodowych przyjedzie do Wrocławia!
Następny artykułCatering dietetyczny we Wrocławiu. Na co zwrócić uwagę, wybierając firmę cateringową?
Pasjonat architektury, szczególnie modernistycznej i designu, szczególnie użytkowego. Na co dzień działam w copywritingu oraz brandingu, ale docelowo mam zamiar tworzyć opakowania. Lubię odkrywać Wrocław z tej mniej znanej, ale najciekawszej strony, niezależnie od tego czy mówimy o modernistycznym mezonetowcu, czy przedwojennych kamienicach. PS. Wieczorami zasiadam do malowania i projektowania domów.