autor: Filip Kubiak
a

To już nie szare bloki. Ani nawet równe bloki. To kolorowy okrąg, który wylądował na Krzykach 

A dokładniej zrobił to w 1979, dostając zaszczytne imię Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Dla wielu to wystarczy, żeby takie osiedle skrytykować. Ale dajmy mu szansę, bo oprócz specyficznego ułożenia i kolorów, ważne jest jeszcze to z czego to wynika i co za sobą niesie. 

W kwadrat nie, w trójkąt nie, to może w okrąg?

Oczywiście okrąg ten nie jest perfekcyjny, to bardziej wielokąt. Ale na pewno wyróżnia się na tle innych bloków. Chociaż podobną konstrukcję można spotkać na Różance. Natomiast co to właściwie daje? Przestrzeń, spokój i wspólnotę. A przynajmniej jej zaczątki. Po pierwsze bloki są dosyć mocno od siebie odsunięte, na tyle że przy dodatkowo posadzonych w środku osiedla drzewach, nie trzeba codziennie oglądać sąsiadów z okien z naprzeciwka. A samo otoczenie blokami dziedzińca, sprawia że w środku czuć ciszę i spokój, tak jakby poza tym osiedlem nie istniało właściwie nic. Nie da się kompletnie odciąć – to jasne, ale jest to przynajmniej jakiś krok w tą stronę. Dodatkowo, oryginalny kształt dziedzińca też odsuwa na myśl pierwsze skojarzenia o równolegle ustawionych, matematycznie wyrysowanych blokach.

autor: Filip Kubiak

Co ze wspólnotą? Ta na pewno ma okazje się wytwarzać, jeśli mieszkańcy mają zapewnioną swoją oazę. Na tyle zamkniętą, że może być traktowana jako „ich”, ale na tyle nieogrodzoną i niestrzeżoną, że nie ma się wrażenia grodzenia ludzi. A całość ułożenia, a do tego różna wysokość budynków, sprawiają, że stają się one mniej blokowe, a bardziej ludzkie. Tak właśnie Witoldowi Molickiemu, bo to on zaprojektował Osiedle Przyjaźni, udało się stworzyć oazę z wielkiej płyty. Co ciekawe projektował też osiedla na Szczepinie i Popowicach. Na tych ostatnich również zdecydował się na charakterystyczne, odstające od ówczesnych norm, balkony.

Kolory są ważne

Pomijając chwilowo aktualne barwy blokowiska, warto cofnąć się do jego początków. Zaokrąglone barierki balkonów, ciepłe, łagodne kolory – to wszystko coś oznacza. Po pierwsze oczywiście estetykę, o wiele przyjemniej jest mieszkać na kolorowym osiedlu, niż szaroburym. Ale wracając do drugiego artykułu serii, był tam omówiony konflikt między modernizmem a socjalistycznymi wytycznymi.(https://kochamwroclaw.pl/02-bloki-prl-u-adwokat-diabla-co-czekalo-architektow-po-wojnie/) O ile socrealizm i modernizm czasem wydawały się zbliżone, jeśli chodzi o estetykę, to kolorowe i zaokrąglone balkony miały o wiele bliżej do prac Le Corbusiera niż brutalistycznych radzieckich posągów. I z perspektywy oceny ówczesnych dokonań architektonicznych jest to istotne. Nie dało się z reguły budować na zachodnią modłę, nie dało się też łatwo rozwijać modernizmu i jego nowoczesności. Nie chodzi też o to, że z założenia Osiedle Przyjaźni miało przemycać modernizm. Ale przemyciło kolor. Mały promyk nadziei. 

autor: Filip Kubiak

Co z okolicą? 

Podzielmy ją na trzy sektory. Bezpośrednia, trochę dalsza i oddalona, ale osiągalna pieszo. Pierwsza to przede wszystkim drzewa, w których osiedle jest zatopione. Są zarówno w jego środku jak i dookoła. Tworzą naturalny bufor, od hałasu, zanieczyszczeń i właściwie wszystkiego co na zewnątrz. Jest to o tyle istotne, że drugi sektor tworzą bloki, główne ulice i domy jednorodzinne. Nie jest to jednak centrum miasta pełne zgiełku – drzew nie brakuje, a sama obecność wielu domów jednorodzinnych trochę „rozpycha” przestrzeń. Z kolei oddalone okolice osiedla, mimo że nie są zapewne rajem miłośników natury i otwartej przestrzeni, to nadal pozostają atrakcyjne. W 15 minut można dojść do Parku Klecińskiego, a same okolice Osiedla Przyjaźni zapewniają względnie otwartą, jak na warunki miasta, przestrzeń. 

autor: Filip Kubiak

Czy Osiedle Przyjaźni jest ważne?

Tak, ale nie do końca. Z pewnością się wyróżnia, ułożeniem bloków, estetyką i spokojną atmosferą. Sam jego kształt, nie dość, że oryginalny to jest też przydatny. Tylko, że nadal pozostaje odosobnionym przypadkiem. Nie spotyka się takich osiedli na reszcie ulic Wrocławia. Jednak, osiedle jest istotne pod innym względem. Pokazało, że można inaczej. Bo dlaczego by nie?

Przeczytaj poprzednie artykuły z serii:

02. Bloki PRL-u – adwokat diabła. Co czekało architektów po wojnie?

01. Bloki PRL-u – adwokat diabła. Urbanistyka – czyli po co głowić się nad zaprojektowaniem osiedla?

 

Wasze komentarze

Komentarze

Sponsorowane
Poprzedni artykułWe Wrocławiu powstała baza darmowych ubrań dla dzieci – Dzielciuch. Oddaj lub weź ciuch za darmo!
Następny artykułWe Wrocławiu posadzą 3 letnie drzewa, dzięki innowacyjnym podziemnym skrzynkom modułowym!
Pasjonat architektury, szczególnie modernistycznej i designu, szczególnie użytkowego. Na co dzień działam w copywritingu oraz brandingu, ale docelowo mam zamiar tworzyć opakowania. Lubię odkrywać Wrocław z tej mniej znanej, ale najciekawszej strony, niezależnie od tego czy mówimy o modernistycznym mezonetowcu, czy przedwojennych kamienicach. PS. Wieczorami zasiadam do malowania i projektowania domów.