O tym, kto straszy nocą w Uniwersytecie Wrocławskim…

0
fot. @art_brzo

Wrocław fascynuje nie tylko swoimi perełkami architektonicznymi ale i niezwykłymi opowieściami i legendami, które przyciągają turystów. Dziś zapraszamy Was do poznania tajemnicy Uniwersytetu Wrocławskiego, jaką niewątpliwie jest Biała Dama, błąkająca się nocą korytarzami uczelni. Skąd tam się wzięła? Jaką historię ze sobą niesie? Posłuchajcie…

Dawno temu, w czasach średniowiecza, w miejscu, które jest obecnie siedzibą Uniwersytetu Wrocławskiego, stał zamek piastowski. W zamku tym mieszkał pewien bezduszny kasztelan, którego ulubionym zajęciem było torturowanie więźniów. Do wymierzania kary za najdrobniejsze przewinienia używał tzw. żelaznej dziewicy, czyli skrzyni, której drzwi i ścianki wyłożone były od wewnątrz ostrymi kolcami zaciskającymi się na ciele torturowanego. Podobno nikt nie był w stanie przeżyć tortur. Więźniowie umierali w potwornych mękach i bardzo powoli.

Kasztelan miał córkę – piękną, dobrą i szlachetną Elżbietę. Młoda dziewczyna pokochała z wzajemnością pewnego młodzieńca. Niestety ojciec Elżbiety nie darzył sympatią wybranka córki. Pod błahym powodem skazał go na tortury w uścisku żelaznej damy.  Chcąc uwolnić uwięzionego w lochach kochanka i uchronić go przed bolesną śmiercią, Elżbieta postanowiła nocą wykraść ojcu klucze do celi. Niestety, nim dotarła do celu, kasztelan wybudził się ze snu, chwycił sztylet i pobiegł za córką. Doszło do szarpaniny, w wyniku której kasztelan zatoczył się i wpadł w objęcia Żelaznej Dziewicy.

Przed śmiercią zdążył jednak rzucić klątwę na swą jedyną córkę, która od tego czasu nie może opuścić kamiennych murów i jako Biała Dama straszy odwiedzających to miejsce studentów.

Wasze komentarze

Komentarze

Sponsorowane
Poprzedni artykułNowe Miasto Różanka – rozpoczęła się sprzedaż mieszkań
Następny artykułWeekendowe zmiany w rozkładzie jazdy MPK
Redaktorka naczelna portalu. Zakochałam się we Wrocławiu od pierwszego wejrzenia. Kocham odkrywać nowe rzeczy i dzielić się nimi z innymi. Jeśli mam wybierać pomiędzy weekendem w hotelu SPA, a pokonaniem 200km w kilka dni na rowerze, to wybieram to drugie :) Jestem niepoprawną optymistką.